Chciałbym opowiedzieć Wam pewną (niezbyt) piękną historię z moim udziałem i dużą polską firmą ubezpieczeniową (skrót 3 literowy zaczyna się na literkę P, kończy na U, a między nimi stoi pierwsza literka słowa "złodzieje").
Jakoż, iż nie dawno skończyłem 18 latek i zrobiłem prawko, dostałem od pewnej osoby z rodziny samochód (marki nie podam, ale o wartości ok 2,5- 3 tys PLN). Jak to zwykle bywa, spisaliśmy umowę itp. Osoba sprzedająca wyrejestrowała samochód w urzędach i również w firmie na P**, gdzie był ubezpieczony. Ja jako młody kierowca nie posiadam zniżek, więc zostałem współwłaścicielem tegoż auta wraz z moją matką. Po zarejestrowaniu i otrzymaniu tablic rejestracyjnych, opłaceniu tego i owego postanowiliśmy ubezpieczyć w innej firmie, gdzie cena i przyszłe zniżki dla mnie były bardzo atrakcyjne. Wszystko super!
Jednak ok. 3 miesiące później otrzymuję 2 listy od firmy P*U, zaadresowane do mnie i do mojej matki, aby wpłacić po 1 tys PLN każde. Pierwsza myśl: "co kurr..?! pewnie pomyłka". Następnego ranka idę do biura firmy PZ*. Oto co się dowiedziałem. Nie wystarczy, że osoba sprzedająca wyrejestruje auto w tej firmie, osoby kupujące również muszą zgłosić, że nie chcą tam ubezpieczać. Lekka paranoja, jak to określił jeden człowiek z mej rodziny: "i jak w tej Polsce ma być k**** dobrze?". Na pytanie, dlaczego mamy płacić aż taką kwotę ( w sumie 2 tys PLN) pan odpowiada: kwota jest mniejsza jeśli moja matka okaże zniżki, a kwota wynosi nie 2 tys tylko 1 tys (bez zniżek), gdyż wysyłają dwa listy, bo jest większe prawdopodobieństwo, że ktoś wpłaci. Ale najciekawsze jest to jak 2 osoby wpłacą to jest reszta im zwracana? Odpowiedź jest prosta: Nie!. Sprytne nie?
Jakieś rady? Może ktoś miał taką sytuację?
Jeśli wpłacę kwotę (wynegocjowane do ok 500 PLN) to będę mieć samochód ubezpieczony w 2 firmach, a w razie wypadku, znając życie, żadna z nich mi pieniędzy nie wypłaci:)
Bo każdy Polak wiedzę urzędniczą winien znać. Koniec i kropka.