egzamin w fizyki
  • Historia nie moja, przydażyła się koledze który zdawał fizykę, jak to wyglądało? - opisał w taki sposób że nie mogłem powstrzymać się ze wstawieniem tutaj tego ;-)
    Marian - egzaminator.

    Siedzi Marian, siadam obok niego ze swoją kartką. Myślę, mam marne 10pkt. Łatwe zada pytanie, czy trudne? Ręce trzęsące, a serce bijące, jak młot.
    - Ma Pan pytania odnośnie egzaminu? - zapytał znudzonym głosem.
    - Tak...
    Wypytałem o wszystko, co chciałem wiedzieć, a później przeszedł do sedna.
    - Wymień równania Maxwella.
    Wypisałem wszystkie, jak z AK47.
    - Teraz opisz symbole. - w tym momencie wskazał na magiczną literkę "p".
    - Gęstość yyy ładunku elektrycznego... - byłem co raz bardziej spięty.
    - Opisz "j".
    - Wektor gęstości... pola elektrycznego?
    - Dobrze zastanów się nad odpowiedzą, to Twoja jedyna szansa.
    Mija chwila. W końcu decyduję się na odpowiedź. Niestety wykrztusiłem z siebie jedynie falę akustyczną o brzmieniu pytania.
    - Wektor gęstości indukcji pola elektrycznego?
    - Nie. Wektor gęstości natężenia pola elektrycznego. W takim razie, jeśli tego nie potrafisz, odpowiedz na inne pytanie.
    Nie zdołałem nawet spamiętać tego pytania, później były kolejne. Na każde odpowiedź "Nie wiem".
    Jakby wiedział, gdzie są moje słabe strony.
    - To potrafisz w ogóle coś z teorii względności i mechaniki kwantowej?
    - No właśnie nie bardzo, wszystko inne potrafię.

    Chwila napięcia. Marian się zastanawia. Myśli, kombinuje. Trzęsę się, jakbym był na prochach. W końcu zdecydował.
    Bierze kartkę, chce wpisywać magiczne 3.
    Niestety. Zauważył, pustą rubrykę przy lab i ćw.
    Spojrzał na doniesioną kartkę, jest zaliczenie z laboratorium.
    - Nie ma Pan zaliczenia z ćwiczeń. Jakim prawem Pan zdawał ten egzamin?
    - No właśnie mieliśmy ustalać termin z ćwiczeń...
    - Nieważne. Egzamin jest w tym momencie anulowany z resztą i tak Pan nie zdał.

    Milczenie. Świat się zawalił. W jednej sekundzie przemknęło milion myśli odnośnie studiów. Zapytałem.
    - To co teraz?
    Marian spojrzał na mnie tymi swoim malutkimi oczkami, które lustrowały każdą moją myśl. Jego krzaczaste brwi wydawały się jeszcze bardziej kruczo czarne. Znalazłem w nich dno, po którym stąpałem.
    - Niech Pan przedłuży sesję i zda ćwiczenia. Być może będzie kolejny termin. A teraz do widzenia.
    Rzucił pośpiesznie mój egzamin na podłogę. Nie pozostało mi nic, jak tylko wstać i wyjść.
    Rzuciłem na koniec równie proste, jak jego "do widzenia".

    Czy mam mu coś za złe? Nie. Nic zupełnie. W gruncie rzeczy chciał, żebym zdał, jednak zasady są zasadami.

    Koniec.

    Autor tego tekstu prowadzi też ciekawego bloga Yagbu.eu - polecam poczytać. Niech ma reklame za wykorzystanie jego tekstu ;P

Dołącz do aktywnych!

Opowiedz nam ciekawą historyjkę z życia wziętą. Zaloguj się lub zarejestruj poniżej.

Zaloguj Zapisz się do nas!